Challenger: metamorfozy poety w twórczości Krzysztofa Karaska

„Bo to wcale nie to samo znać Iwaszkiewicza czy Ważyka – każdego starego poetę w końcu, którego obdarza się szacunkiem – z lektur, z jego dzieła a stykać się z nim osobiście, mieć przed oczami jego żywą obecność. Wiedział o tym Norwid, ocalając w Czarnych kwiatach strzępy obrazów i słów wielkich poprzedników. Przypominam też sobie relacje Mallarmego o tym, jak raz tylko w życiu widział Baudelaire’a i jakie wywarło to na nim wrażenie. […] rola starych poetów jest niezastąpiona. Należąc do przeszłości, będąc reliktem starego świata, są zarazem – naocznie – ludźmi naszego nowego świata, ludźmi teraźniejszości i przyszłości. W sprzeczności ich istnienia tkwi obietnica, a kto wie, czy nie nadzieja; są strażnikami świata wartości, które zaświadczają swoim istnieniem i których nieobecność w społecznym życiu powoduje niebezpieczne zachwianie etycznych paradygmatów. Literatura bez starych poetów jest tym samym czym literatura bez nowych twarzy, bez talentów”

(K. Karasek, Poezja i jej sobowtór…, 1986, s. 161–162).

Jedną z rzeczy, którą dało mi w życiu pisanie, była możliwość poznania ważnych dla mnie osób, których w innych okolicznościach nigdy bym nie spotkał. Jedną z nich jest Krzysztof Karasek. Poeta kojarzony z Nową Falą, a więc pokoleniem, które weszło jeszcze przed moimi narodzinami do historii literatury, erudyta, niezrównany gawędziarz, postać barwna i charyzmatyczna. Rozmawiałem po raz pierwszy w 2005 roku, on miał wtedy 68 lat, ja 27. Uczyłem się wtedy historii literatury, on po prostu był świadkiem jej stawania się, przyjaźnił z pisarzami, których nie miałem szansy zobaczyć za życia, a co dopiero porozmawiać. Miałem jednak możliwość rozmawiać z Karaskiem. Od momentu naszego pierwszego spotkania minęło kolejne szesnaście lat, z czego przez siedem powstawał „Challenger”.

Po 1989 roku nasilił się dystans między tym, co nazywamy rynkiem książki a samą literaturą. Mam nawet wrażenie, że rynek książki wypiera literaturę – tę literaturę, która jest częścią naszej egzystencji, przestrzenią życiowych rozrachunków i formą rozmowy z innymi twórcami żyjącymi i nieżyjącymi. Doraźność celów, które stawiają sobie dzisiejszy literaci, chcący szybko skonsumować włożony w pisanie nakład pracy, przesłania sens bycia w literaturze, która od wieków była formą rozmowy i przekazywania doświadczeń. W postaci Krzysztofa Karaska spotkałem kogoś, kto poezji poświęcił życie. Ale nie tak, jak poświęca je literaturze autor kryminałów, czy nawet pracownik uniwersytetu. Doskonale bowiem znamy ramy granice tego „poświęcenia”, towarzyszące im kryteria wyznaczające hierarchie i tytuły. Karasek poświęcił się jej tak, jak poświęca się człowiek, który chce się dowiedzieć kim jest. Dobrze zresztą wyraża to pytanie towarzyszące jego twórczości „co ja tu robię”. Pytanie, które powinniśmy sobie stawiać w każdym wieku.

Artur Nowaczewski

Artur Nowaczewski

Urodzony 10 października 1978 roku w Gdańsku.

Absolwent III LO „Topolówki”, w 2003 roku ukończył filologię polską na UG, a w 2008 roku obronił pod kierunkiem prof. dr. hab. Zbigniewa Majchrowskiego pracę doktorską pt. Figura ulicy w literaturze polskiej po 1918 roku. Pracownik Zakładu Teorii Literatury i Krytyki Artystycznej w Instytucie Filologii Polskiej na UG.

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Pozostałe wpisy

Karkonosze (2019)/Sudety

Wyjrzałem za okno i już wiedziałem, że będzie dobrze. Na ciemnym jeszcze niebie widać było gwiazdy. Ani jednej chmury. Na gałęziach kosodrzewin osiadł pierwszy w tym

Czytaj więcej >>

Literacki mit Gdańska po 1945 roku

 Czy istnieje literacki mit Gdańska? Wyobrażenie miasta, które narzuca się tak silnie, że kształtuje wyobraźnię jego mieszkańców? Czy w konfrontacji z gdańską przestrzenią doświadczamy „mitycznej przemocy”?

Czytaj więcej >>

Pielenie ryżu i bryłka cukru

Właściwie nie prowadziło się z Koreańczykami prywatnych rozmów. Zazwyczaj nie wiedziało się o nich nic. Pracownicy Chopolu, tak jak wszyscy Koreańczycy musieli odpracować odpowiednią ilość

Czytaj więcej >>

Noc Mleczna

rosłem i rosłem. a śladem moich spojrzeń i miniętych ulic coś rosło we mnie. słońce świeciło, padały deszcze, chciałem pomieścić w pamięci każdy listek, każdy liszaj

Czytaj więcej >>

Co wypada

deszcz, ten się wypada do ostatniej kropli. gdzie byłem, no,  nad ulicą puszczaliśmy zapałki z prądem. tak wypadło. trzeba przecież skorzystać że z deszczu na chodniku powstają

Czytaj więcej >>

Żaba

ze wszystkich Twoich stworzeń pełzających najbardziej ukochałem żabę. znalazłem ją w nocy na środku parkingu – życie wilgotne jeszcze, dopiero co opięte w kształt. w dłoni

Czytaj więcej >>

Być flâneurem w Gdańsku

Po II wojnie światowej Gdańsk znalazł się w granicach Polski, ale jedynie kilka procent przedwojennych mieszkańców pozostało w mieście. Niemców wysiedlono, gdańska polonia została

Czytaj więcej >>

Dziadek, Bałtyk, Wieczno

         Morze? Długo jedynie dystans, niechęć, obawa. Wszystko z powodu ekologicznej katastrofy. Z dzieciństwa zapamiętałem najbardziej obraz zwałów czarnych, śmierdzących glonów, wymieszanych z wyrzucanymi

Czytaj więcej >>

Tryptyk himalajski

Hillary ojciec chwytał się wielu zajęć, ale odkąd zgłosił się do wojska (rana pod Gallipoli, przestrzelony nos) otrzymał stopień sierżanta i ciężką rękę. bicie

Czytaj więcej >>